December 10th 2019 Our Little Big Miracle | 10 Grudnia 2019 Nasz Mały Wielki Cud 

10 Grudnia 2019 roku, po 5 miesiącach starania się, aby zajść w ciążę dowiedziałam się, że noszę w sobie nasz mały wielki cud. W tym momencie czułam przeogromne szczęście i ekscytację, ale przede wszystkim SZOK i NIEDOWIERZANIE. Dlaczego?

Rok po ślubie, podczas zwyczajnej wizyty u ginekologa usłyszałam słowa, których nigdy w życiu bym się nie spodziewała;

"Najprawdopodobniej nie będzie mogła pani mieć dzieci"

W tej chwili przez głowę przebiegało mi mnóstwo myśli; Jak to?! Dlaczego?! Co teraz?! Ja? Nie działam?! Stwierdzono u mnie tzw. PCOS czyli zespół policystycznych jajników. Z gabinetu lekarza wyszłam całkowicie załamana i bez nadziei, trzymając receptę na dwa lata hormonów, które "miały mnie wyleczyć". Wróciwszy do domu wpadłam w ramiona Michaela i zalałam się łzami.

Tego dnia wyjeżdżaliśmy do Warszawy, a wczesnym rankiem następnego dnia był nasz lot powrotny do Stanów. Noc mieliśmy spędzić u nowych znajomych moich rodziców. Tak się złożyło, że nowo poznany kolega mamy i taty jest renomowanym ginekologiem. Planowałam więc zapytać go o zdanie w mojej sprawie. Nigdy nie zapomnę tego wieczora. Jedliśmy kolację w jednej z najwykwintniejszych restauracji w mieście kiedy moja mama wyrzuciła z siebie słowa; Miriam no powiedz co Ci dzisiaj powiedział lekarz! Zawstydzona i trochę oburzona odpowiedziałam; Mamo, uspokój się, zjedzmy kolację! Ale było już za późno na szybką zmianę tematu i zostałam pociągnięta za język. Znajomy zadał mi kilka pytań, aby zweryfikować czy postawiona wcześniej diagnoza była właściwa. Na koniec dodał; Nie martw się, myślę, że problem leży gdzieś indziej, a dla mnie pojawiło się światło w tunelu.

Po powrocie do domu naszych znajomych wykonaliśmy test na nietolerancje pokarmowe. Rezultaty były dla mnie szokujące. Ten jeden test odpowiedział na wiele pytań jakie miałam odnośnie tego jak mój organizm reagował na różne produkty spożywcze! Mój znajomy wyjaśnił na czym to polega i jak często ma to wpływ na zajście w ciążę. Postanowiliśmy, że odstawię wszystko co w jakikolwiek sposób nie jest przyswajane przez mój organizm tak jak powinno na 9 miesięcy. Były to rzeczy takie jak białka jajek, orzechy, jabłka, marchewki, owies, drożdże itp.

Po mniej więcej roku ostrej diety wróciłam do innego lekarza (mojego obecnego), który zbadał mnie i stwierdził, że nie mam żadnych objawów PCOS i nie powinniśmy mieć problemów z zajściem w ciążę. Wow! Kamień serca! Wprowadzenie tak szczegółowej diety nie było łatwe, ale wiedziałam, że muszę dać radę. Smutne jest to, że pierwszy lekarz był gotów faszerować mnie hormonami dwa lata i w ogóle nie wspomniał o nietolerancji pokarmowej. W świecie jednak wiele obraca się wokół $$$. 😞

Teoretycznie wszystko wyglądało dobrze i wiedzieliśmy, że jestem zdrowa, ale szczerze mówiąc z tyły głowy miałam tą myśl; A co jeśli nie będziemy mogli mieć dzieci? A co jeśli nie jestem naprawdę zdrowa? Mike zawsze mówił, że on się nie martwi i, że będzie dobrze. Ja natomiast od czasu do czasu walczyłam ze strachem.

Kiedy w Lipcu 2019 roku zaczęliśmy się starać byłam pełna nadziei. Modliliśmy się o to z całego serca ponieważ rozpoczęcie własnej rodziny było naszym największym marzeniem. Minął jednak miesiąc i nic, drugi i nic i tak ta myśl, którą nosiłam wcześniej z tyłu głowy zaczęła zajmować siedzenie w pierwszym rzędzie.

Po upływie 3 miesięcy wiedziałam, że nie mogę żyć sparaliżowana strachem; A co jeśli. Zaczęłam więc z nim ostro walczyć, aż doszłam do miejsca gdzie mogłam szczerze powiedzieć; Boże jeśli nigdy nie będę miała własnych dzieci, jeśli nasze starania nie zakończą się przełomem i cudem to Ty wciąż jesteś tak niesamowicie dobry! To było niezmiernie uwalniające. Kontrola w tej kwestii nie leżała w ogóle w moich rękach, ale bez względu na to czy stało by się tak jak chciałam wiedziałam, że Bóg, w którego wierzę jest niezmiennie dla mnie dobry.

W październiku moja koleżanka z kościoła w Los Angeles poleciła mi klinikę akupunktury my swojego taty. Postanowiłam spróbować. Umówiłam się na wizytę, porozmawialiśmy o tym co jest moim celem, zapoznałam się z programem i zaczęliśmy! Odbyłam około 5/6 wizyt. Dowiedziałam się tam wiele pomocnych wskazówek i naprawdę cieszę się, że spróbowałam bo zobaczyłam znaczące różnice. Pomogło to także w moim cyklu.

10 Grudnia 2019 zrobiłam test ciążowy i w ogromnym szoku patrzyłam na dwie różowe kreski! Nie mogłam uwierzyć, że w końcu się udało, że będę mamą...Nasz mały wielki cud!

Zdaję sobie sprawę, że ludzie maja o wiele cięższe i dłuższe historie, że 5 miesięcy to w sumie nic, ale obiecałam sobie, że jak tylko urodzi się moja ukochana córeczka to podzielę się naszą drogą z innymi. To jest nasze wielkie świadectwo!

Wszyscy mamy inne historie, ale bez względu na to gdzie dzisiaj jesteś, czy walczysz od lat, czy dopiero zaczynasz marzyć o rodzinie wiedz, że z Bogiem wszystko jest możliwe, że nie jesteś sama, że przyjdzie dzień, w którym będziesz trzymała swój cud w ramionach tak jak dzisiaj ja trzymam mocno moją Leosię.

Wiem jak bardzo boli brak i pustka pomimo ciężkich starań. Miałam styczność z wieloma parami, które czekały na swoje maleństwa i razem w modlitwie stałam z nimi w tej walce. I powiem Wam szczerze, WIDZIAŁAM CUDA dlatego chce Cię dzisiaj zachęcić NIE TRAĆ WIARY, NIE ZOSTAWIAJ NADZIEI. TWÓJ PRZEŁOM NADEJDZIE!


XoXo

Miriam

On December 10, 2019, after 5 months of trying to get pregnant, I found out that I have our little big miracle inside me. At that moment, I felt enormous happiness and excitement, but most of all, SHOCK and DISbelief. Why?

A year after the wedding, during an ordinary visit to the gynecologist, I heard words that I would never have expected in my life;

"Most likely you won't be able to have children"

At that moment, a lot of thoughts were running through my mind; How is that ?! Why?! What now?! I? I'm not working ?! I was diagnosed with the so-called PCOS or polycystic ovary syndrome. I left the doctor's office completely devastated and hopeless, holding a prescription for two years of hormones which "were to cure me". After coming back home, I fell into Michael's arms and burst into tears.

We were leaving for Warsaw that day, and our return flight to the States was early the next morning. We were to spend the night with my parents' new friends. It so happened that the newly met friend of mom and dad is a renowned gynecologist. So I planned to ask him for his opinion on my case. I will never forget that evening. We were having dinner at one of the fanciest restaurants in the city when my mother blurted out; Miriam, say what the doctor told you today! Ashamed and a little indignant, I replied; Mom, calm down, let's have dinner! But it was too late to change the subject quickly and I was pulled on the tongue. A friend asked me a few questions to verify that the diagnosis made earlier was correct. Finally he added; Don't worry, I think the problem is somewhere else. I felt like there was a light in the tunnel.

After returning to our friends' home, we did a food intolerance test. The results shocked me. This one test answered many questions I had about how my body reacted to different foods! My friend explained to me what it is and how often it affects getting pregnant. We decided that I would give up everything that is not absorbed by my body in any way it should for 9 months. These were things like egg whites, nuts, apples, carrots, oats, yeast etc.

After about a year of strict diet I went back to another doctor (my current one) who examined me and said I had no symptoms of PCOS and we should have no problems getting pregnant. It was not easy to implement such a detailed diet, but I knew I had to do it. I find it so sad that the first doctor was willing to stuff me with hormones for two years and didn't even mention food intolerance at all. A lot revolves around $$$ in the world. 😞

Theoretically everything was fine and we knew I was healthy, but to be honest I had this thought in the back of my head; What if we can't have children? What if I'm not really healthy? Mike always said he wasn't worried and it would be okay. I, on the other hand, fought fear from time to time.

When we started trying in July 2019, I was full of hope. We prayed for this with all our hearts because starting our own family was our biggest dream. A month passed, and nothing happened, another month and still nothing, and so the thought that I carried in the back of my head began to occupy the front row seat.

After 3 months, I knew that I couldn't live paralyzed by fear; What if. So I started fighting it hard until I got to where I could honestly say; God, if I never have children of my own, if our efforts do not end in a breakthrough and miracle, you are still so incredibly good! It was extremely liberating. The control in this matter was not in my hands at all, but whether or not it happened as I wanted, I knew that the God I believe in is always good to me.

In October, a friend of mine in a church in Los Angeles recommended me to her father's acupuncture clinic. I decided to try. I made an appointment, we talked about what my goal was, I got acquainted with the program and we started! I learned a lot of helpful tips, e.g. what temperature of drinking water is the best and healthiest, how to sleep, what clothes and shoes should I avoid because of causing various kinds of pressure, etc. I had about 5/6 visits and I am really glad that I tried it because I saw significant differences. It also helped with my cycle.

On December 10, 2019, I did a pregnancy test and looked at the two pink lines in a huge shock!

Likes

Comments